Na zdjęciu: Dorota Gajdzica - jako Jacek Zakalec
Kazimierz Sosna - jako rolnik Maciej
śp. ks. Marek Drogosz - jako Elvis
Autor tj. Grzegorz Leśnik - jako Helmut z Zamysłowa

RANDKA W CIEMNO

[impreza prześmiewczo - kabaretowa z elementami gwarowymi]
zrealizowana w naszej szkole 21 marca 1997 roku

autor: mgr GRZEGORZ LEŚNIK
(nauczyciel języka angielskiego)

PERSONY:

1. Jacek Zakalec - prowadzący

2. Balbina - wybierająca

KANDYDACI:

3. Maciej, rolnik z kieleckiego

4. Elvis, piosenkarz rockowy z zawodu czołgista

5. Helmut, synek z Rybnika górnik

6. p. Zosia, tłumaczka (ze śląskiego na polski)

randkowicze opowiadający o swojej randce w Chebziu

7. Hubert

8. Gizela

PROPS:

- głos Edyty

- przegroda oddzielająca uczestników

- 6 krzeseł

- ramka w kształcie serca

2 koperty (z wycieczkami)

- notesik z pytaniami

SYGNAŁ "RANDKI W CIEMNO" (np. odśpiewany lub odnucony przez kilka osób zza kotary)

Biblioteka Zespołu Szkół Urszulańskich w Rybniku / bibliofilur@poczta.onet.pl

Przebieg imprezy:

(na scenę wskakuje Jacek Zakalec)

JACEK:

Witam serdecznie na kolejnym wydaniu waszego ulubionego programu "RANDKA W CIEMNO".

"Wiosna, wiosna, wiosna, ach to ty" - śpiewał kiedyś Grechuta Marek. Wiosna nadeszła jak to ktoś trafnie ujął: "do zakochania jeden krok". A wtedy można już na całe gardło śpiewać: "Umówiłem się z nią na dziewiątą". Już za chwilę będziemy mogli przekonać się kto umówi się z nią niekoniecznie na dziewiątą. A na randkę będą starali się umówić: MACIEJ, ELVIS I HELMUT !!

(oklaski)

(wchodzą:

MACIEJ- chłop małorolny z kieleckiego przyodziany w kufaję i gumiaki; dzierży koński bat; z gumiaków wyłazi słoma; typ namolny o nieco spóźnionej reakcji na bodźce zewnętrzne

ELVIS- chłopak z gitarą na której wydaje mu się, że umie grać; niegustownie ubrany "idol"- na zewnątrz pretensjonalny blichtr; beztalencie kompletne; lekko walnięty

HELMUT- wkurzony synek z Rybnika- Zamysłów; nie wiadomo jak znalazł się w teleturnieju; ubrany "na siłę" elegancko, lecz zalatuje brakiem gustu; posługuje się gwarą śląską ciężkiego kalibru)

JACEK, MACIEJ

JACEK: Nasz pierwszy kandydat: Maciej! Macieju przedstaw się.

MACIEJ: Maciej.

J : No to już wiemy; ale może coś więcej.

M : Co?

J : Gdzie mieszkasz, czym się interesujesz?

M : Ściniawka Mała, sportem.

J : No super! Sportem. Uprawiasz może coś?

M : Uprawiam.

J : Co?

M : Pole, pole, pole...

J : Ale ja pytam o sport. czy uprawiasz jakąś DYSCYPLINĘ SPORTOWĄ?

M : DYS - co?

J : No dyscyplinę sportową: grasz może w piłkę, siatkówkę, koszykówkę, jeździsz konno..?

M : No.

J : Co : no?

M : Konno.

J : A! Uprawiasz jeździectwo, znaczy się jeździsz konno.

M : (ożywia się) A panie, co mam robić jak mi traktór zabrali. Som pługa nie beden ciągnąć! A to wszystko przez tego sołtysa! Ale jo się jeszcze tymu sołtysowi do skóry dobierem! Mie popamiynto! A bo to, panie było tak: tu jest miedza, tu je pole sołtysa, a tu moje...

J : Dobrze Macieju, może innym razem opowiesz tą historię. Na razie ci dziękujemy. Proszę państwa to był Maciej! - rolnik ze Ściniawki!

(oklaski)

JACEK, ELVIS

JACEK : Naszym drugim kandydatem jest Elvis. Elvis, jesteś z zawodu czołgistą, a w wolnych chwilach także piosenkarzem rockowym i idolem młodzieży, czy tak?

ELVIS : Pozwolisz Jacku, że odpowiem słowami piosenki (śpiewa i rzępoli na gitarze ):

"Ja się wcale nie chwalę

Ja po prostu mam talent".

A tak na poważnie , to rzeczywiście jestem najbardziej znanym piosenkarzem rockowym.

J : A skąd do nas przyjechałeś?

E : Pozwolisz, że odpowiem słowami piosenki:

"Jestem z miasta, to widać

Jestem z miasta, to słychać"

A tak poważnie to jestem ze wsi pod Rzeszowem.

J : Jak długo już śpiewasz ?

E : Pozwolisz, że odpowiem na to nieoczekiwane pytanie słowami piosenki:

"40 lat minęło jak jeden dzień

40 lat, a może nawet nie".

A tak na poważnie to nie wiem.

J : A może powiesz nam jeszcze kto jest głównym słuchaczem twoich piosenek.

E : Może udzielę odpowiedzi słowami zaskakującej piosenki:

"Brunetki, blondynki

łysawe i szatynki - słuchają mnie"

A tak na poważnie to śpiewam głównie dla emerytowanych czołgistów i kosmonautów. Głównie na pogrzebach.

J : Życzymy ci więc muzycznych sukcesów. To był Elvis!

(oklaski)

JACEK, HELMUT

JACEK : Pora przedstawić naszego trzeciego kandydata. Jest nim Helmut. Helmut przyjechał do nas ...?

HELMUT : (cicho) : Z Rybnika.

J : Może głośniej.

H : No godóm , że z Rybnika! Rybnik - Zamysłów.

J : A co robisz w Rybniku?

H : No jako co ? No miszkóm.

J : Nie, nie. Pytam o zawód.

H : A, że niby jaki je mój fach ?

J : Proszę ?

H : No pytosz się kaj robia?

J : Pytam się o zawód. ZA - WÓD.

H : No tóż gadóm - fach! Fedruja na grubie.

J : Mówi się na GROBIE; jesteś więc grabarzem ?

H : Co Na GRUBIE robia!

J : A. na grubie mówisz. No nieważne. A jakieś hobby, zainteresowania?

H : Kopia w bala.

J : Możesz powtórzyć?

H : No rżna w fusball z kumplami.

J : Widzę, że bez tłumacza się nie obejdzie.

ZOSIA, JACEK, HELMUT

J: Pani Zosiu!

(wchodzi p. Zosia)

J: Pani się zna na językach. Pani potłumaczy.

P. ZOSIA : Do you speah English? Parles vous francais? Sprechen Sie Deutsch? Gowaritie po ruskij? Nic z tego. A skąd on jest ?

J : Rybnik - Zamysłów.

Z : A to zaraz tak trzeba było mówić!

J : To może zaczniemy od początku, tak szybciutko: Zawód?

H : No robia na grubie, już ech godoł.

Z : Już mówiłem, że pracuję na kopalni.

J : Zainteresowania?

H : No kopia w bala ...

Z : Gram w piłkę nożną.

H : ... znaczy się rżna w fusball

Z : Gram w piłkę nożną bardzo mocno.

J : A gdzież wy to gracie? Macie jakieś boisko?

H : Mómy taki kónsek placa za hasiokami u starzika.

Z : Posiadamy kawałek terenu, który znajduje się za śmietnikiem u dziadka.

H ; I to nóm styknie.

Z : I to nam wystarczy.

J : Nam też wystarczy. Dziękujemy Ci. Helmut!

(oklaski)

(do pani Zosi) - A panią prosimy, żeby z nami pozostała.

BALBINA, JACEK

A WYBIERAĆ BĘDZIE ...BALBINA !!!

(wchodzi Balbina)

Balbina występowała już w naszym programie, niestety nie została wybrana. Dziś będziesz się mogła zrewanżować i nie wybrać 2 kandydatów. Natomiast jednego, niestety, musisz wybrać.

B : No, trudno...

J : No ale pamiętamy, że to tylko zabawa. Balbino, czy coś zmieniło się w twoim życiu od ostatniego razu? O ile dobrze pamiętam pracowałaś jako fizyk jądrowy, a w wolnych chwilach sprzedawałaś jajka na targu. Czy tak jest nadal?

B : Nie, teraz jest odwrotnie: zawodowo sprzedaję jajka na targu a w wolnych chwilach jestem fizykiem jądrowym.

J : I mieszkasz w Warszawie?

B : No prawie.

J : Czyli gdzie ?

B : W Gdańsku.

J : Wspaniale! Teraz kiedy wszystko już wiemy, pora rozpocząć zabawę.

BALBINA, JACEK, MACIEJ, ELVIS, HELMUT

BALBINA: Cześć chłopaki! Może się przedstawicie?

MACIEJ : Maciej

ELVIS : Elvis

(Helmut się nie odzywa)

JACEK : Trzecim kandydatem jest Helmut.

B : Przygotowałam dla was trzy interesujące pytania. Czy jesteście gotowi?

M i E : No...

B : Czy macie chłopaki tremę?

M, E : Tak trochę... raczej nie...

B : Mam nadzieję, że będziemy się dobrze bawić? Co Wy na to?

HELMUT : (wkurzony) : Kurde dziołcha! Zadowej te pytania bo ni ma czasu!

B : O, Jacku. Widzę, że wśród uczestników jest nerwusek.

J : To wszystko trema. Ale może rzeczywiście zaczniesz zadawać pytania, zanim Helmut rozniesie studio.

 

BALBINA, MACIEJ, JACEK, ELVIS

B : A więc przechodzę niezwłocznie do pierwszego pytania: wyobraź sobie, idziemy razem polną drogą, gdy nagle przed nami staje potężny byk. Co w takiej sytuacji byś zrobił? O odpowiedź proszę kandydata nr 1.

M : Można prosić o powtórzenie pytania?

B : No: polna droga, ja, ty i na przeciwko byk.

M : A... że niby byczek; a to zależy czy to byczek, dajmy na to podolski, czy może byczek małopolski. Jo pamiętom, roz mie gonił byczek małopolski... ALE JO WIM KTO MI GO NA POLE NASŁOŁ - SOŁTYS !!! Ale jo jeszcze temu sołtysowi pokażem!! A bo to jest tak: tu je moje pole, tu sołtysowe, a tu miedza...

B : Dziękuję bardzo, to mi wystarczy, może teraz kandydat numer 2.

ELVIS : Pozwolisz, że zaskoczę cię słowami piosenki:

"Zabiłem byka, cóż to był za byk!

Krew z niego sika, siku, siku, sik!

A tak poważnie, to czy mogłabyś powtórzyć pytanie?

B : Znowu?

E : Maciejowi to powtórzyłaś....

J : (do Balbiny): No cóż Balbinko, dziś mamy trochę namolnych kandydatów, ale to przecież tylko zabawa.

B : No to powtarzam jeszcze raz: polna droga, my dwoje i byk. Co robisz?

E : (ciężko myśli, ok. 10 sek.)

Czy to pytanie jest podchwytliwe?

B : (zirytowana)

Ojejku, masz tylko odpowiedzieć.

Obojętnie co.

E : No, to odpowiem obojętnie co i miliard przejdzie mi koło nosa.

B : Jaki znów miliard?

E : No miliard w rozumie.

B : Coś ci się chyba Elvis pochrzaniło. To "Randka w ciemno" a nie "Miliard w rozumie" .

J : Ach, zapomniałem powiedzieć, że Elvis bierze udział we wszystkich możliwych teleturniejach w kraju i za granicą. To jego 164 - ty występ, stąd trochę mu się pomieszało. Elvis, to "Randka w ciemno".

E : Naprawdę?... Byłem przekonany, że to "Miliard w rozumie" (załamuje się). Co za wstyd! Tak się pomylić! Co powiedzą rodzice, gdy się dowiedzą... a co koledzy i koleżanki...

J : Może podczas gdy Elvis będzie się psychicznie załamywał, poprosimy trzeciego kandydata o odpowiedź.

BALBINA, HELMUT, ZOSIA, JACEK, ELVIS

 

B : Może na wszelki wypadek zadam pytanie jeszcze raz: co byś zrobił gdyby przed nami nagle pojawił się byk?

H : Jako co? Bych citnył.

B : Co byś zrobił??

H : No godóm- bych citnył; równo bych dżył zole.

J : Pani Zosiu?

Z : On mówi, że uciekałby, uciekałby bardzo szybko.

B : Widzę, że nie jesteś dżentelmenem?

H : Toć niy. Jo je Helmut, a nie jakiś dżyntylmen.

J : Nieśmiało sugeruję abyś może przeszła do drugiego pytania.

B : Sądzę Jacku, że tak właśnie zrobię. A oto ono: Gdybyś na jeden dzień mógł zmienić się w jakieś zwierzę, jakie zwierzę by to było? Może tym razem zacznie kandydat nr 2; Elvis.

E : Czyli to nie jest "Miliard w rozumie"?

B : Nie.

E : W takim razie, pozwolisz, że odpowiem w sposób zaskakujący słowami piosenki:

"Dzik jest dziki, dzik jest zły

dzik ma bardzo ostre kły

kto spotyka w lesie dzika

ten na drzewo szybko zmyka."

A tak na poważnie to chciałabym być eugleną zieloną.

B : Myślałam, że dzikiem. Śpiewałeś o dziku.

E : Niestety, nie znam piosenki o euglenie zielonej.

B : Rozumiem. To może teraz kandydat nr 3. Kim ty chciałbyś być?

H : Downo jedno, może być kamela

Z : Wszystko jedno, może być wielbłąd.

B : Dlaczego akurat wielbłąd?

H : Nie wiym.. Mo taki fajny pukel.

Z : Nie wiem, ma taki ładny grzbiet.

B : A chciałbyś mieć 1 czy 2 garby?

H : Pierzina, dziołcha, byś się już zmierzła. Ni ma to jedno? Kamela je kamela i fertig.

Z : O jejku dziewczyno. Zaczynasz mnie z wolna irytować. Wielbłąd jest wielbłądem i nie ma sensu zastanawiać się nad szczegółami.

J : Balbina, lepiej nie denerwujmy już Helmuta.

BALBINA, MACIEJ, JACEK

B : W takim razie o odpowiedź proszę Macieja.

M : ... że niby jakim zwierzęciem bym mioł niby być?

B : Dokładnie.

M : No to chyba kobyłą. Bym se przeoroł pole w jedyn dziń... a potym to bym tak przybrał ździebko sołtysowe pole, i bym mu przeoroł buraki i jeszcze bym mu w kapuste wlazł. By mie sołtys popamintoł. A bo to wszystko przez ta miedza. To jest tak: tu jest moje pole...

B : Dziękuję, dziękuję... Bardzo interesujące odpowiedzi. Pora przejść do ostatniego pytania. A brzmi ono tak: czy masz jakieś lekarstwo na chandrę, jeśli tak, to jakie? O odpowiedź proszę Helmuta.

BALBINA, HELMUT, ZOSIA, JACEK

H : Lekarstwo na co?

B : Na chandrę.

H : A tak bardziej po polsku?

B : No gdy ci jest smutno i źle na tym świecie, to co robisz?

H : Biera koło i jada do freli.

Z : Biorę rower i udaję się do narzeczonej.

B : A więc masz już dziewczynę?

H : No niby ja... godo że mie kocho...(że mi przaje ?) Ale jakoś zabruczało się zrobiła.

Z : Ostatnio narzeczona się trochę dąsa.

H : Ale coś czuja, że ona kogoś mo. Jak się okoże, że mie cygani i że rychtyk nawijo do jakigoś boroka to jak go chyca to ściepna keta z koła i mu wyklupia kicha.

Z : A więc: sądzę, że narzeczona przyprawia mi rogi. Jeśli okaże się, że dopuszcza się kłamstwa i że naprawdę zaleca się do innego chłopaka, to... To co?

H : No godóm: jak go chyca ściepna keta z koła i mu wyklepia kicha.

Z : ... to jeśli dostanę go w swoje ręce, zrzucę łańcuch z roweru i... zbiję go bardzo mocno.

B : A więc leczysz chandrę przy pomocy łańcucha z roweru. To nawet oryginalnie. A czy kandydat nr 1 ma równie oryginalny sposób na chandrę?

MACIEJ, BALBINA, JACEK

 

M : A czy mogłabyś jeszcze raz wyjaśnić to słówko?

B : Chandra?

M : No właśnie.

B : Chandra, czyli złe samopoczucie. Co robisz, kiedy jesteś w dołku psychicznym.

M : Gdzie?

B : No w dołku psychicznym. (załamuje się). Jacku, ja już nie mogę.

J : Macieju, wyobraź sobie, że miałeś zebrać 2 tony kapusty z kwintala, a zebrałeś tylko 1 tonę...

M : Jakbych mioł traktór to bych zebroł 2. Ale jo tymu sołtysowi pokożem.

J : Macieju, to był tylko taki przykład... no może inny... powiedzmy, że zdechły ci wszystkie kury, i co, cieszysz się?

M : No nie bardzo...

J : No widzisz! I to jest właśnie chandra, czyli dołek psychiczny.

M : Aaaa... (zaczyna jarzyć)

J : No i co wtedy robisz?

M : Zaroz, zaroz... (myśli intensywnie). Już wiym!

J : No...

M : Przeca jo nie mom kur!

J : (irytacja zupełna): Dziękujemy bardzo kandydatowi nr 1, od razu przechodzimy do kandydata nr 2.

BALBINA, ELVIS, JACEK

E : T o na pewno nie jest "Miliard w rozumie"?

J : Śpiewaj już Elvis, bo nie ma czasu!

E : Pozwolisz, Jacku, że zaśpiewam...Tylko zaraz... jakie było pytanie?

B : No lekarstwo na chandrę, ty Ćwoku!!!!!! (Balbina wychodzi z nerwów).

J : Balbinko, wytrzymaj jeszcze trochę - to już ostatnie pytanie i zaraz pojedziesz na wycieczkę. (Ostro do Elvisa): Elvis! W tej chwili proszę odpowiedzieć na pytanie, bo jak nie to ci roztrzaskam tę gitarę.

E : No, już dobrze, dobrze. Odpowiem....

J : I od razu "TAK NA POWAŻNIE".

E : A więc tak na poważnie... (myśli) lekarstwo na chandrę.....(myśli intensywnie, ok. 10 sek.). No trudno, będę strzelał: PENICYLINA?

EDYTA, BALBINA, JACEK, MACIEJ, HELMUT, ELVIS

J : I tak oto dotarliśmy wreszcie do końca. Ja wiem Balbinko, że nie chcesz, ale musisz dokonać wyboru.

E : Wybór będzie trudny. Edyto pomóż!

(z magnetofonu rozlega się głos zza kotary)

Pierwszy kandydat Maciej jest miły, sympatyczny i w ogóle...

Drugi kandydat Elvis jest właściwie też sympatyczny, miły....

A trzeci kandydat Helmut w zasadzie jest miły, sympatyczny i w ogóle....

A decyzja należy do ciebie!

B : Jacku, naprawdę nie wiem...

J : Może taka mała podpowiedź (pokazuje jej przygotowaną wcześniej ściągawkę).

B : (czyta na jednym wydechu)

Oj- oj- - jaki- trudny- wybór- kandydat- numer - dwa.

J : A więc wybrałaś Elvisa! BRAWO!! Nie wybrałaś natomiast kandydata nr 1 - był nim Maciej. Macieju!

(cisza)

Macieju! Prosimy!

M : A można powtórzyć pytanie?

J : Nie, nie Macieju. To już koniec. Prosimy cię do nas.

(Maciej wstaje i staje obok Balbiny).

Macieju, dziękujemy Ci już...

M : Ale jeszcze losowanie wycieczki...

J : Macieju... Balbina wybrała Elvisa, nie ciebie...

M : To znaczy, że przegrałem?

J : No, nie traktuj tego tak poważnie, przecież to tylko zabawa.

MACIEJ, BALBINA, JACEK,HELMUT, ELVIS

M : Może dla ciebie. Ja potrzebuję żony! Gospodarstwo się sypie, nie ma kto krów pilnować bo ja muszę miedzy pilnować. ALE JO WIYM CZYJA TO ROBOTA ŻEM PRZEGRAŁ ! Jo jeszcze tymu sołtysowi pokażem, mie popamiynto.

(wychodzi)

J : Dziękujemy Maciejowi. Nie wybrałaś też niestety kandydata numer 3. Był nim Helmut. Helmut prosimy cię do nas.

(Helmut wychodzi nawet się nie żegnając).

To był Helmut.... A ty wybrałaś....

(Wraca Helmut, bo zostawił taszkę)

H : Tasza żech zapomnioł.

J : Ponownie Helmut, proszę państwa.... Ty natomiast wybrałaś Elvisa. Proszę stańcie obok "wachlarza".

(powoli wachlarz rozsuwa się; Balbina i Elvis nie wiedzą co robić, śmiać się, czy płakać, może się pocałować?)

Podejdźcie tu do mnie proszę. Pora dowiedzieć się dokąd pojedziecie na swoją randkę. Kto losuje?

B : Ja już wybrałam, teraz twoja kolej.

E : (namyśla się, którą kopertę wybrać)

To może ta.

J : Zobaczymy (otwiera kopertę)

"Niezapomniane widoki, niepowtarzalna kultura, ekskluzywne sklepy, świeże powietrze i bezpośredni kontakt z mieszkańcami - to wszystko będziecie mogli zobaczyć w holu dworca głównego w Katowicach dokąd zaprasza was właściciel stoiska z kasetami pan Kubik Jan".

Balbina i Elvis: (nienaturalnie)

Hura! Hura!

Oj! Jak bardzo się cieszymy.

J : Ale to jeszcze nie koniec atrakcji: w programie wycieczki przewidziana jest także porcja zupy pomidorowej z ryżem dla jednej osoby oraz herbata expresowa bez cytryny dla 2 osób. Nocleg zapewnia świetlica dworcowa, `gdzie czekają na was dwie specjalnie zarezerwowane ławki drewniane ufundowane przez NSZZ Solidarność Kolejarzy. Będziecie też mogli wypożyczyć sobie grube koce. Wszystko na koszt sponsora.

Serdeczne gratulacje!

Proszę państwa: Balbina i Elvis!!!!

JACEK, GIZELA, HUBERT

J : A z niezapomnianej randki wrócili Hubert i Gizela. Oklaski!

(wchodzą H. i G. - gdzieniegdzie na twarzy jakiś plaster, gdzie indziej bandaż etc. Siadają wszyscy troje).

J : Może przypomnimy dokąd pojechaliście na randkę.

H : Spędziliśmy niezapomniane chwile w gabinecie odnowy biologicznej w Rudzie Śląskiej Chebziu. Chciałbym też przypomnieć, że to Gizela losowała.

G : Teraz wszystko na mnie! Trzeba było mnie nie wybierać. a skąd wiesz, że w drugiej kopercie było coś lepszego?

H : Na pewno była Algieria albo Hiszpania.

G : No jasne! Madagaskar!

J : Widzę, że obydwoje macie nam dużo do opowiedzenia; ale może najpierw posłuchamy co mówiliście o sobie po wycieczce.

G : Hubert zaskoczył mnie już pierwszego dnia. Na przystanku tramwajowym skąd odlatywaliśmy do Chebzia, Hubert wręczył mi wyblakłego sztucznego goździka bez przybrania. Chciałam wracać do mamy.

H : Gizela zaimponowała mi swoją znajomością opery włoskiej. Kiedy wręczyłem jej goździka odstawiła "Toscę".

G : Hubert zaskoczył mnie również i drugiego dnia. Podczas zajęć na siłowni 9 razy symulował przepuklinę a pięć razy migotanie przedsionków serca. Udało mu się dopiero trzeciego dnia.

H : Gizela, kolejny raz zaimponowała mi na dyskotece, podczas której łapiąc mnie oburącz za nadgarstki i wprowadzając w ruch jednostajny obrotowy dostarczyła mi niezapomnianych wrażeń, a także gospodarzowi dyskoteki, któremu jest winna BRUTTO 25 mln starych złotych za poniesione szkody.

G : Hubert to fajny gość z zaburzeniami emocjonalnymi.

H : Gizela zaimponowała mi jeszcze trzeci raz ale już nie pamiętam czym.

JACEK, GIZELA, HUBERT

J : Sądząc po waszych wypowiedziach randka była bardzo udana. Czy chcielibyście się jeszcze raz gdzieś spotkać na jakiejś randce?

G : Nie.

H : Nie.

J : Może przypomnijmy kto był waszym sponsorem.

G : Sponsorem była wytwórnia Musztardy i Płynów Żrących z Koniakowa oraz ludzie dobrej woli, którzy zrzucili się na nocleg dla nas w hotelu robotniczym.

J : Czy chcielibyście jeszcze coś dodać?

H : Może korzystając z okazji... chciałbym pozdrowić rodziców, szczególnie mamę i tatę, brata Ziutka, siostry własne i przyszywane, których imion niestety nie pamiętam; ponadto kolegów i koleżanki z Zakładu Karnego w Suwałkach, szczególnie Perszinga, Dziada i Zapalniczkę.

G : Ja natomiast chciałabym wszystkich przestrzec przed Hubertem. Za jego słodkimi oczami czai się człowiek o pseudonimie Bonanza.

STRONA GŁÓWNA - kliknij! Biblioteka Zespołu Szkół Urszulańskich w Rybniku / bibliofilur@poczta.onet.pl